Zupelnie zaniedbalam blog. Niby nie robimy niczego waznego a brakuje czasu. Na wszystko. Mia powolutku brnie do przodu, odkrywa nowe slowa, zabawy. Przepieknie bawi sie w sklep, lekarza czy gabinet, w ktorym robi sie USG :). Do tego celu uzywa swojego prezentu, ktory dostala na gwiazdke (cos a'la organy z mnostwem przyciskow i mikrofonem), mikrofon oczywiscie sluzy jako glowica do badania brzuszka domownikow. Wszystko ja interesuje. Caly czas slyszymy tylko: mama cio to, mama cio to :). Mi zrobila sie malym pomocnikiem w kuchni i przy sprzataniu. Kroi pod moim nadzorem warzywa (plastikowym nozem oczywiscie), miesza ciasto, smaruje kanapki maslem, sypie platki do miseczki, robi sama kakao....duzo tego. Niektore rzeczy zaczyna nazywac w dwoch jezykach. Niestety nadal uzywa swojego jezyka, czasami stara nam sie "wmowic", ze to ona ma racje a nie my :). Poza tym zaczely sie male problemy wychowawcze. Mia jak na swoje mozliwosci jezykowe zaczyna pyskowac, krzyczec i irytowac sie nawet o blahostki. Zawsze konczy sie to mega placzem i krzykiem "mama Mia place". Staram sie nie zwracac uwagi- w odpowiedzi zaczyna sie plucie i szczypanie. Wiem, ze to minie, po prostu kolejny etap w rozwoju ale nie ukrywam, ze to troche uciazliwe. Moze jak Mia pojdzie do przedszkola to nauczy sie troche oglady :). Ogolnie jest coraz lepiej, absolutnie nie powinnam narzekac.
W nastepna sobote powinnam biec w Adidas Womens Challenge na 5 km - marzylo mi sie pobicie rekordu zyciowego. Intensywnie trenuje od kilku tygodni wiec byly realne szanse na to, ze sie uda. Jednak jak zwykle bez przeszkod sie nie obejdzie. Zapisalam sie na studia - pech chce, ze pierwszy zjazd juz w ten weekend. Nie wiem czy moge pozwolic sobie na nieobecnosc juz na samym poczatku.
W nastepnym tygodniu lecimy do Polski. Bedziemy odpczywac tam az 3 tygodnie!!!! Mam nadzieje, ze dopisze pogoda. Tyle na dzisiaj. Mam nadzieje, ze uda mi sie pisac czesciej.
A to Mia kuchareczka:

Nazywam sie Mia

Nazywam sie Mia Paduszyńska, urodzilam sie w listopadzie 2004 roku. Jestem wesola i towarzyska dziewczynka.
W listopadzie 2007 blednie zdiagnozowano u mnie epilepsje, podejrzewano takze afazje i mikro uszkodzenie mozgu.
Otarlismy sie o diagnoze zaburzen autystycznych i problemy metaboliczne. Na szczescie zadna z hipotetycznych diagnoz nie znalazla potwierdzenia w rzeczywistosci.
Teraz czuje sie juz duzo lepiej, probuje nadgonic rowiesnikow, mowie juz coraz wiecej slow, jestem ciekawska otaczajacego mnie swiata a przeciez to dopiero poczatek :)...
Tu znajdziesz cała moja historie.
01.09.2008
Monday, 1 September 2008Posted by Mia at 10:10 0 comments
12.08.2008
Tuesday, 12 August 2008Wczoraj bylysmy z Mia na zakupach. Przed jednym ze sklepow zobaczylymy chlopczyka, ktory byl kopia zachowan Mii z poczatku roku. Tarzal sie po ziemi, krzyczal w nieboglosy, w oczach ta sama panika, to "cos", ktore za kazdym razem w oczach Mii mnie przerazalo. Obok bezradna mama i siostra, tlum gapiow krecacych glowami i komentujacy braki wychowacze. Wzielam Mie za reke, z trudem dostalysmy sie do sklepu i moje dziecko zapytalo : mama chlopcyk place? boli noga?chlopcyk bum??? Odpowiedzialam, ze chlopczyka pewnie cos boli albo sie przestraszyl i dlatego placze. W duchu dziekowalam, ze my mamy juz to za soba. Oby nigdy nie wrocilo.
Mia codziennie zaskakuje nas nowymi umiejetnosciami. Nazywam to mikro postepy -na ogol prawie niewidoczne ale jednak dla wytrwalych dajace sie zauwazyc.
Kilka przykladow: Mijalysmy na ulicy pana z ogromna rana na nodze. Mia : mama pats, pana boli noga, tyglys kujaz (czyli ugryzl).
Kupowalysmy swieczki do tortu dla Taty Mii - Mia" mama happy birthday, Mia OK?? odpowiedzialam, ze to tatus ma urodziny i tato zdmuchnie swieczki. Mia: nie, nie tato. Mia sama. tato i mama nie. mia sama, ok??i rozbrajajacy usmiech :).
W nocy Mia zrobila siusiu do lozka. Ja ledwo przytomna zabralam sie za przebieranie poscieli. PRzenioslam Mie do naszego lozka i mowie: ale brzydko, taka duza dzieczynka i siusia do lozka....Mia na to: mama plose, cicho, chce spac, ok??
Kazdgo dnia rozmawiamy coraz wiecej i wiecej. nareszcie nie jest to tylko moja paplanina. Mia coraz chetniej wlacza sie w rozmowy, coraz mniej uzywa swojego, wymyslonego jezyka....czekamy na dalsze postepy.
Posted by Mia at 10:57 0 comments
09.08.2008
Saturday, 9 August 2008Wczorajsze popoludnie spedzilysmy na demonstracji pod chinska ambasada. Bylo bardzo wzniosle i uroczyscie. Mia glosno krzyczala za tlumem *free Tibet*, Holy Dalajlama....
A to my :) (zdjecie znalezione dzisiaj w internecie)
A to link do zrodla:
Posted by Mia at 15:48 0 comments
07.08.2008
Thursday, 7 August 2008Znowu dlugo nas nie bylo :). Tlumacze sobie, ze to przez lato ale tak naprawde jak sie na chwile przestanie pisac to poziej bardzo ciezko sie zmobilizowac. Tak byc nie powinno.
Mia robi powolne ale systematyczne postepy. Zaczynamy myslec o przedszkolu. Mia musi zaspokoic gdzies swoj glod towarzyski, nawiazac przyjaznie, nauczyc sie wspoltworzyc grupe. Na tym etapie plac zabaw, lokalna biblioteka i moje towarzystwo sa niewystarczające. Znalazlam odpowiednie przedszkole, musimy w koncu przelamac strach o nasza pocieche, pojechac tam, wypelnic dokumenty i pozwolic naszej corce na codzienny kontakt z rowiesnikami. Jestem pelna obaw, wszyscy wiemy jak skonczyl sie dla Mii poprzedni pobyt w przedszkolu. W kazdym razie bedziemy obserwowac, notowac wszelkie zmiany w zachowaniu i natychmiast reagowac. Bedzie dobrze, czuje to!!!
Z postepow Mii:
nareszcie nauczylysmy sie kolorow :)
cdziennie potrafimy skupic sie na 20- 30 minutach bajeczek przed snem (ja czytam Mia slucha )
razem sprzatamy, gotujemy, pieczemy i robimy zakupy. Mia wie, ze do ciasta ma dodac jajko i wode, ze cukinia jest zielona a cebula "boli w kuka - czyli oczy". Wszytko przychodzi naturalnie, bez presji, Mia jest szczesliwa kiedy moze sie z nami dogadac, bardzo szybko denerwuje sie gdy jej nie rozumiemy. Powtarza dane slowo kilka razy i jest bardzo poirytwana gdy nie wiem o co chodzi.
Nie pamietam daty ostatnio zanotowanej histerii, nie pamietam kiedy Mia w sposob bardzo zauwazalny machala lapkami lub nozkami. Sen wnocy jak najbardziej spokojny - spimy oczywiscie bez pieluchy!!! (wpadki sa ale sporadyczne).
Nadal mamy podskoki, czasami bieganie w kolko ale powiedzmy sobie szczerze. Wiele dzieci zupelnie bez zadnych zaburzen robi tak samo (moje obserwacje z placu zabaw) i nikt nie robi z tego problemu.
Jest coraz lepiej i wierze, ze tak juz pozostanie.
Posted by Mia at 11:18 0 comments
19.07.2008
Saturday, 19 July 2008Ogarnelo mnie wakacyjne lenistwo. Nie mam ostatnio weny do pisania. Przymierzamy sie do wprowadzenia malych zmian na blogu ale jak narazie nie mamy czasu.
Pogoda w Londynie nie dopisuje. Ostatni tydzien to deszcz, deszcz, deszcz, wiatr- dzisiaj znowu pochmurno. W miare mozliwosci wychodzimy z Mia na plac zabaw. Gdy siedzi w domu energia ja wrecz roznosi, ma problemy ze spaniem, jest rozdrazniona. Zreszta kto by nie byl. Jest lato, dzieci powinny spedzac czas w cieplym sloneczku a nie w strugach deszczu.
Intensywnie myslimy nad wakacyjnym pobytem w Polsce. Do dziadkow przyjechalo kuzynostwo Mii wiec dobrze byloby odwiedzic, poszalec razem na swiezym powietrzu, najesc sie sezonowych owocow a przede wszystkim odpoczac. Londynska pogoda zle wplywa takze na mnie. Czuje sie jak polamana reumatyzmem 80 letnia babcia ;). Musimy w koncu ostatecznie podjac decyzje i kupic bilety. Niestety podrozowanie w wakacje do najtanszych nie nalezy.
Co u Mii?
Wiec tak: Chodzimy na terapie logopedyczna. Mia traktuje to jako kolejna z sytuacji kiedy moze pobawic sie z dziecmi. Nie rozumie tego co tlumaczy logopeda, czesto po zajeciach jest rozdrazniona i wyeksploatowana psychicznie (zazwyczaj wracamy do domu i Mia tak jak stoi kladzie sie do lozka).
W miare mozliwosci spotykamy sie z Mii przyjaciolka Oliwka :). To takie 2 papuzki nierozlaczki. Buziaczki na powitanie i pozeganie. Razem sie bawia, kombinuja i rozrabiaja :). Cudowny widok.
W poprzednim tygodniu bylismy w kinie na filmie "Horton slyszy Ktosia". Mia siedziala jak zaczarowana. Jadla popcorn i co chwile mowila :mama patrz slon".
Dzisiaj obiecalam, ze pojdziemy na Wall-ego. Zaraz wlasnie musze obudzic spiaca krolewne bo nie zdazymy na metro.
Poprawily sie zdolnosci komunikacyjne. Nie jest oczywiscie tak jak byc powinno ale powolutku rusza sie do przodu - przede wszystkim zrozumienie sytuacji. Mowa idzie nam jako tako ale znowu gdy mam porownywac Mie listopadowa i lipcowa to jest duzo lepiej.
Logopeda powiedziala, ze Mia ma wielka potrzebe obcowania z innymi dziecmi. Wedlug niej powinismy rozwazyc poslanie Mii do przedszkola. Ja podchodze do tego z rezerwa. Przedszkole czemu nie ale na naszym etapie wystarcza max. 2 godziny dziennie. Teraz trzeba tylko znalezc instytucje, ktora oferuje tak krotkie zajecia i problem z glowy.
Oczywiscie zartuje sobie. Tak naprawde zadne przedszkole nie chce przyjmowac dzieci na 2-3 godziny. Zostaje nam lokalna playgroup - zajecia 3 razy w tygodniu. Miejsca wolne od pazdziernika 2008.
W poniedzialek idziemy na wyczekana wizyte u lokalnego pediatry. Mam zamiar zmusic go do zalecenia Mii cwiczen z integracji sensorycznej a takze terapii swiatlem i dzwiekiem. Jestem bojowo nastawiona - musi sie udac!!!!
Posted by Mia at 08:05 0 comments
08.07.2008
Tuesday, 8 July 2008Wczoraj Mia zaczela mini terapie logopedyczna w naszej dzielnicy. Pisze mini bo wszystko trwa ok. 45 minut i odbywa sie tylko raz w tygodniu. Po wczorajszych zajeciach prawie dostalam zawalu serca bo Mia znowu zaczela mowic tylko w swoim jezyku. Na pytania, na ktore odpowiadala mi zazwyczaj juz normalnie znowu zaczela mowic belkotem. Wystraszylam sie nie na zarty. Na szczescie po telefonie do dziadkow do Polski wszystko sie jakos odblokowalo. Porozmawiala z nimi tradycyjnie o kotku, piesku i cioci :) i jakos poszlo. Dzisiaj jest juz ok. Nawet w tym momencie Mia, ktora wlasnie wypia za duzo soku skarzy sie, ze ja boli duzy brzuszek :).
W weekend pojechalismy do Brighton. W planach mielismy opalanie sie na plazy i niestety...padalo, wialo i bylo zimno. Mimo wszystko bardzo sie Mii podobalo (szczegolnie wiatr, ktory ja prawie unosil). Spedzilismy chyba 3 godziny na wesolym miasteczku- po determinacji w kierowaniu samochodem/zabawka musze powiedziec, ze rosnie nam nowy Kubica :)).
Ja koncze dzisiaj 28 lat. Szykujemy z Mia mini przyjecie urodzinowe na dzisiejszy wieczor. Razem zrobiysmy torta a zaraz zabieramy sie za dekorowanie salatki.
A to juz niedzielny kierowca rajdowy w akcji:




Posted by Mia at 12:07 0 comments
03.07.2008
Juz lipiec. Jak ten czas szybko plynie. Z problemami Mii intensywnie walczymy juz od listopada. 8 miesiecy - dla mnie to jak wiecznosc, jednak w porownaniu z innymi to i tak bardzo krotki okres. Mia robi powolne ale systematyczne postepy. Nie lapie juz tak wiele slow jak kilka tygodni temu ale uzywa wszystkich, ktorych nauczyla sie do tej pory. To wazne, ze nie zapomina. Staram sie ustalac jasne zasady naszej wspolpracy w domu. Probuje wyeliminowac nadmierne wymuszanie wszystkiego placzem. Stosujemy metode z zegarkiem. Pozwalam na korzystanie z komputera lub ogladanie telewizji przez okreslona ilosc czasu, gdy budzik zadzwoni Mia wylacza wszystko i przechodzimy do innych czynnosci. O dziwo jak narazie dziala. Mia traktuje to jako kolejna zabawe, sprawdza co chwile ile zostalo czasu, gdy musi wylaczyc tv mowi "mama koniec, zepsulo sie, baja byebye". Jesli juz jestesmy przy temacie bajek. Dwa dni temu ogladalysmy krecika. Trafilysmy na odcinek, w ktorym krecik pomagal odbierac porod :). Nigdy nie poruszalismy przy Mii tematu skad sie biora dzieci, uwazalam, ze na obecnym etapie taka wiedza jest zbedna. Mia cala, bajkowa akcje obserwowala bardzo uwaznie. Chwile pozniej oznajmila, ze dzidzia jest tu - pokazujac przy tym na brzuch taty!!! :))). Skoro zabrnelismy juz tak daleko wyjasnilismy, ze tylko dziewczynki moga miec dzidzie w brzuszku a chlopcy nie. Mia majac chyba ciagle przed oczami obraz z bajki powiedziala " aha, dzidzia bzusek , dzidzia pupa :)) - co oczywiscie w wolnym tlumaczeniu znaczy tyle, ze dzidzia jest najpierw w brzuszku a pozniej wychodzi przez pupe (tak bylo w przypadku krolika z bajki). Doszlam do wniosku, ze moje dziecko wie juz wiecej niz ja w wieku 6 lat (do tego czasu sadzilam, ze dzieci wychodza przez pepek :))). Na drugi dzien Mia obudzila sie i ze zbolala mina doczlapala do kuchni. Zapytalam co sie stalo, Mia z powazna mina odpowiedziala mi " mama boli brzuszek, au, dzidzia boli". Pozostawie to bez komentarza :)>
Mia zaczyna uzywac slow "moje, twoje, mamy, baby, taty".Wczoraj na placu zabaw powiedziala " mama patrz dwa pies" - oczywiscie przechodzily obok nas piekne 2 pieski. Bawilysmy sie w chowanego. Mia stala na slizgawce, ja chowalam sie za drabinki, nagle Mia krzyknela " Dagmara, Dagmara", wychylilam glowe z mojego ukrycia i uslyszalam "o Dagmara czesc", odpowiedzialam "czesc Mia", na to moje dziecko jakby nigdy nic zapytalo "co tam?" (to zwrot potocznie uzywany przez tate ), mnie zatkalo, wydukalam tylko "ok".
Porownujac Mie z listopada i Mie czerwcowa a nawet lipcowa (w koncu mamy juz lipiec) w zasadzie nie ma czego porownywac. To zupelnie 2 rozne osoby. Oczywiscie nadal borykami sie z roznymi opoznieniami, problemami (szczegolnie zaburzenia SI hamuja szybkie postepy) ale widze, ze mimo wszystko idziemy do przodu, powoli ale systematycznie. Ostatnio zdobylam sie na ogladniecie filmikow z listopada i stycznia - wlos zjezyl mi sie na glowie. Bylo naprawde nieciekawie. Moze zabrzmie teraz jak samochwala ale jestem dumna z nas jako rodzicow, ze pomimo roznych przeciwnosci nie poddalismy sie. Do konca zycia nie zapomne tulaczki po hotelach, pociagach, samolotach, czasami w mrozie, sniegu, z Mia, ktorej momentami nie dalo sie opanowac.
Ciesze sie, ze to juz za nami.
Musze wspomniec o Oliwii - to najlepsza kolezanka Mii. To od niej Mia uczy sie nawiazywac kontakty z innymi dziecmi. Czasami jest roznie miedzy nimi ale i tak lubia sie bardzo. Mia ma tez narzeczonego :), oczywiscie tez z placu zabaw. Ostatnio tato zapytal Mii czy ma jakiegos chlopaka, narzeczonego. Mia zaczerwienila sie i powiedziala " tak, chlopcyk husiu husiu :)".
Od poniedzialku zaczynamy profesjonalna terapie logopedyczna. Nareszcie udalo sie ja wywalczyc!!!
Tyle na dzisiaj. Meczy mnie grypa, lzawia oczy wiec troche ciezko mi pisac.
Odezwe sie wkrotce.
Posted by Mia at 08:57 0 comments
26.06.2008
Thursday, 26 June 2008Dzisiaj Mia jest nieznosna. No ale od poczatku. W poludnie przyszla do nas kolezanka Mii z mama. Przygotowalam dziewczynom uczte w pokoju, wyciagnelam zabawki, kredki, blok i mialam nadzieje, ze spedza mily czas. Niestety. Mia od poczatku byla zla, zabierala Oliwii zabawki, odpychala ja, ciagle mowila "to moje", "oddaj". Wytlumaczylam , ze Oliwka przyszla tylko sie pobawic i nic nie zabierze, poskutkowalo ale na krotko. Pozniej przyszla kolej na jedzienie. Mia rozsypala chipsy, wrzucila klocka do lodow kolezanki - normalnie az bylo mi wstyd. PRzeszlismy plucie, smarkanie w dywan, rozrzucanie zabawek. Otrzezwila ja dopiero grozba zostawienia samej w pokoju.
Jutro z kolezanka Mii spotkamy sie tradycyjnie na placu zabaw. W neutralnym srodowisku, gdzie nie ma rzeczy do podzialu jest o niebo lepiej.
Po poludniu pojechalysmy odwiedzic znajomych z firmy, w ktorej pracowalam. Mia zachowywala sie jak aniolek. Do wszystkich mowila ciocia, wujek, mojemu managerowi narysowala nawet kota :). Wszyscy byli w szoku, ze to takie grzeczne dziecko. W drodze do domu teznie bylo zle.Za to domu mamy koszmar. Mia doslownie roznosi swoj pokoj. Jest zlosliwa ale nie w taki sposob jak kiedys, ma kontrole nad tym co robi, na moje upomnienia reaguje pluciem lub krzykiem. Na topie jest tez slowo " idz", "wyjdz", bye, bye. Marze o tym zeby Mia polozyla sie spokojnie do lozeczka, poczytala ze mna bajeczke i poszla wreszcie spac. Narazie chyba nic z tego.
Posted by Mia at 21:17 0 comments
25.06.2008
Tuesday, 24 June 2008Znowu narobilam sobie zaleglosci na blogu. O wszystko obwiniam piekna pogode, ktora zaskoczyla nas w Londynie. Lapiemy z Mia kazdy promyczek slonca i nie mamy czasu na siedzenie przed komputerem.
Mia nadal robi postepy. Powtarza wszystko co do niej mowie, zaczyna odpowiadac z wiekszym sensem, dla mnie to caly czas szok. Codziennie chodzimy na plac zabaw, Mia spotyka sie ze swoja kolezanka Oliwia, wczoraj bawily sie prawie 6 godzin!!!Jaki to trening dla mowy!!!!
Nie mamy czasu na powazne cwiczenia logopedyczne. Mia wraca do domu zmeczona, nie chce siedziec nad obrazkami. Nie zmuszam jej. Nie chce przeladowac jej informacjami.
Zauwazylam tez ciekawa rzecz- wysilek fizyczny na Mie dziala zbawiennie. Wycisza sie, ustepuja dziwne podskoki, hiperaktywnosc. Planujemy zapisac sie na basen. Mysle, ze skoro Mia nie boi sie juz wody to bedzie to strzal w 10.
Poki Mia spi ja uciekam ugotowac obiad na dzisiaj. Pogoda znowu piekna wiec kolejny dzien spedzimy w parku.
Posted by Mia at 23:29 3 comments



